Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 24 kwietnia 2014

środa, 23 kwietnia 2014

Smutno.

    Witajcie Kochane. Na wstępnie pragnę prze serdecznie podziękować za życzenia świąteczne.Mam nadzieję,że u Was minęły pogodnie i w spokoju. U mnie niestety tak nie było...zaczęło się od piątku i trwa .
A w czym rzecz?? Już opowiadam...
Moja Dyzieńka zaszła drugi raz w ciążę i miała urodzić maluchy na początku maja,strasznie w niej brykały,ona zaokrąglała się pięknie i w ogóle wszystko było wspaniale.Obiecałam sobie,że więcej nie będzie miała maleństw i zaraz po porodzie wysterylizuję samczyka (bo podobno samce lepiej to znoszą).Stało się jednak inaczej.W czwartek stała się jakaś taka smutna i osowiała-myślałam,że za dużo zielonego zjadła i może ma jakieś wzdęcia.W piątek rano wstałam dałam jej jeść (i wiadomo jak to przed świętami szalałam w garach do późna).Dopiero kiedy mąż wrócił z pracy i poszedł po coś na górę okazało się,że nasza Dyzieńka poroniła (urodziła dwa martwe prosiaczki).Ale żeby tego było mało to oczywiście weterynarz dopiero przyjmował we wtorek.
Biedna maleńka siedziała nastroszona w rogu klatki zimna jak lód-no to ją owijałam w kocyki ręczniki-działało bo robiła się ciepła.Ale oczywiście nieszczęścia chodzą parami tak więc pojawiła się straszna biegunka-a weterynarz dopiero we wtorek :( Co tu robić?? Wyjęłam z apteczki węgiel medyczny rozkruszyłam i rozpuściłam w wodzie,którą to podałam jej przez strzykawkę. Dalej było źle-małej odechciało się całkowicie pić-trzeba było ją "nawadniać"coby się nie odwodniła.Nawet nie wiecie jak chciałam żeby te święta się w końcu skończyły...W poniedziałek rano zniosłam ją do kuchni bo chciałam jej podać letnią wodę z witaminą C akurat był u mnie mój tato.Wziął Dyźkę na ręce i mówi do mnie "Marta ona ma w brzuchu jeszcze jedno małe,którego nie dała już chyba rady urodzić".Pomacałam ją po brzuszku i faktycznie coś tam było.Odliczałam do wtorku i czekałam na ten dzień jak na przysłowiowe zbawienie-nieustannie prosząc Dyzię by była silna i wytrzymała.Uwierzcie mi jeszcze nigdy nie widziałam zwierzęcia ,które tak bardzo chce żyć.Zaczęła normalnie pić wodę :) Biegunka jednak nie chciała jej dać spokoju.
W końcu nadszedł wyczekiwany i upragniony wtorek.Wykąpałam Dyzieńkę (bardzo jej się to podobało i szczerze się zdziwiłam) wysuszyłam ją i pojechaliśmy do Pani weterynarz.Pani doktor wygoliła Dyzi brzuszek i wykonała badanie USG-okazało się,że tato miał rację.Dyzia ma w brzuszku jeszcze jedno martwe maleństwo i bardzo mocny stan zapalny macicy.Nie pozostaje nic innego jak operacja.Umówiłam się na dzisiaj na godzinę 18. Oczywiście istnieje ryzyko,że mała się nie wybudzi ze śpiączki i inne możliwe powikłania-pewnym za to jest to,że jeżeli taka operacja nie zostanie przeprowadzona wówczas umrze w strasznym bólu .
Przepraszam może nie powinnam tego pisać...
Już sama nie wiem.
Proszę Was trzymajcie o 18 kciuki za moją małą Dyzieńkę-ja cały czas wierzę w to,że będzie dobrze.

A hafty jakoś tak zeszły na dalszy plan-nie mam teraz do tego głowy...
Pozdrawiam.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Oszalałam...

    Witajcie moje drogie ;)

Co tu dużo mówić po prostu oszalałam...Dzisiaj rozpoczęłam swojego drugiego HAEDa-tak naprawdę!!!(wiem,że to woła o pomstę do nieba,piekła,czyśćca i kto wie dokąd jeszcze)
Zaczęło się niewinnie,jakiś czas temu zakupiłam sztywną 20tkę w Hobby Studio i kusiło mnie żeby zobaczyć jak będzie wyglądał haft jedną nitką no i stwierdziłam,że szkoda ciąć i tracić kanwę na drobnicę-chwila namysłu wzór oczywiście upatrzyłam sobie już jakiś czas temu,nie mam drukarki ale to przecież żaden problem od czego jest komputer ;) W ten oto sposób wystartowałam z "Amongst The Tulips"Iriny Garmashowej.
Oczywiście T&O będzie na pierwszym miejscu ale w momentach "zmęczenia materiałem"będę uciekała do moich wiedźmich czarnych kotów :)Sam haft nie jest olbrzymi bo ma 400x299 krzyżyków i składa się z 88 kolorów.Obraz urzekł mnie już jakiś czas temu i nie mogłam mu się oprzeć.
Spójrzcie...    


A to moje pierwsze krzyżyki.


Jestem wariatką i dobrze mi z tym :)
Dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze.
Pozdrawiam ciepło.
Tymczasem...

czwartek, 20 marca 2014

A u mnie wieje nudą...

  Witajcie.

Jak sam tytuł posta wskazuje u mnie bez zmian,cały czas haftuję T&O.Zapewne nie możecie już patrzeć na zdjęcia moich takich sobie postępów...Zmieniłam po raz kolejny zdanie i haftuję znowu pionowymi kolumnami,bo tak chyba obraz jest nieco ciekawszy dla oka.Szczerze powiedziawszy miałam już dosyć tych niebieskości -zaczynały mnie strasznie nudzić.Aktualnie na nudę nie mogę narzekać-z monotonni niebieskości przeszłam do szaleństwa wielokolorowości :) I niech tak pozostanie-póki co (kto wie kiedy znowu zmienię zdanie :)).Przy następnej odsłonie powinien już Was powitać Oberon :)
No to nie ma co przedłużać ...




W międzyczasie powstała też zakładeczka ale gapa nie zrobiłam zdjęcia jak była oprawiona...W wersji roboczej wyglądała tak:


Dziękuję za uwagę i za to,że jeszcze do mnie zaglądacie (wiem ,że jest tu strasznie monotematycznie).
Pozdrawiam Was kolorowo,ciepło i w końcu wiosennie :)
Tymczasem...

poniedziałek, 24 lutego 2014

Wszystko i nic...

   Witajcie moje Drogie :)
Na samym wstępie chciałabym Wam z całego serca podziękować za wszystkie życzenia związane z szybkim powrotem do zdrowia. Co prawda jeszcze trochę kaszlę ale i tak jest super :)

Chciałabym również przeprosić za to,że ostatnimi czasy byłam dość mało aktywna i dość marnie albo wręcz w ogóle nie komentowałam Waszych postów.

A teraz przejdę do ...powiedzmy konkretów :) Ukończyłam kolejny paseczek mojego giganta-tym razem sporo czasu mi to zajęło a to dlatego,że przez pewien czas mieszkałam znowu u taty,który to po raz kolejny był w szpitalu (cierpi na przewlekłą chorobę płuc i co jakiś czas musi odwiedzać szpital w celu kontroli swego stanu zdrowia).
Niestety kiepski ze mnie fotograf i zdjęcia takie dosyć słabe...



Jak widać cały czas dominują wszelkie odcienie niebieskiego plus czerń-powoli jednak zaczynają się wyłaniać skrzydełka Pana Oberona :)

Pracowałam również nad moimi dwoma -chyba śmiało mogę użyć tego słowa "ufokami".Czyli aż tak bardzo się nie leniłam jakby mogło to wyglądać na pozór :)

Oto postępy nad zameczkiem.


Obrazek ten jest dla męża-w związku z tym pogania mnie i dopinguje cały czas :)

A drugi ufoczek to Czarująca gejsza.


W sobotę miałam imieniny i w związku z tym dostanę wspaniały prezent od męża a mianowicie krosno hafciarskie :) Już nie mogę się doczekać kiedy przyjdzie przesyłka.

I to by było na tyle...
Ściskam Was wiosennie i dziękuję za to,że jesteście.
Tymczasem...

czwartek, 30 stycznia 2014

Paseczkowo-postępowo z choróbskiem w tle...

                  Witajcie Moje drogie.

Ostatnimi czasy cuś się do mnie przyczepiło i nie chce odpuścić-gardło boli,głowa pęka i ogólnie paskudnie...Póki co kuruję się domowymi metodami,tylko coś rezultatów jak na razie brak.

Moje małe prosiaczki są jeszcze u mnie-wszędzie ich pełno i absolutnie nie mają zamiaru pozować do zdjęć bo wiadomo-zabawa to fajniejsze zajęcie.

Pomimo fatalnego samopoczucia coś tam jednak "rzeźbię":) Nie jest to olbrzymi postęp-ale zawsze paseczek do przodu. Są momenty kiedy troszkę mam dosyć tych niebieskości i granatów,zdecydowanie wolę kolorową "pikselozę".Przejdę do zdjęć...





Na zakończenie chciałabym Wam życzyć dużo zdrowia.
Witam serdecznie nowe obserwatorki-dziewczyny dziękuję Wam za to,że zawitałyście w moich skromnych progach.
Pozdrawiam-tymczasem...

środa, 15 stycznia 2014

Nieznaczne postępy...

 Witam w to śnieżne przedpołudnie .Świat wokół pokolorował się na biało i aż "kuje" w oczy.Nie jestem zwolenniczką ale zdaję sobie sprawę z tego,że przyroda potrzebuje zimy-przynajmniej ta w naszej strefie klimatycznej :)
  A co poza zimą?? A no to,że moje małe świnki rosną i są zdrowe już niedługo będę musiała się z nimi pożegnać i będzie to trudne...


Maluchy biegają sobie po "swoim"dywaniku.Rudi się schował...
Udało mi się go poprosić by pokazał swą śliczną mordkę :)


A jeśli chodzi o robótki-haftowaniem zwane w moim przypadku to powiem Wam szczerze,że niewiele przybyło...kombinowałam z tym parkowaniem i chyba w końcu coś wykombinowałam czyli metodę,która dla mnie jest najodpowiedniejsza.



Nie wiem czy teraz nie zanudzę Was tymi postępowymi paseczkami :) Mam nadzieję,że nie .Tło jest bardzo monotonne i powiem szczerze trochę zniechęca ale trzeba się przemóc.
Zaczęłam się bawić w haft płaski ale pozwólcie,że nie będę się chwalić bo to jakiś koszmar mi wyszedł i chyba dam sobie z tym spokój.Dziergam też szaliczek-właściwie to"szalor"będzie jak znalazł na obecną zimę.
Dziękuję za każde odwiedziny i komentarze -są dla mnie bardzo cenne i mobilizujące.
Pozdrawiam serdecznie.